Giebułtowskie opary

Mieszkańcy Giebułtowa nadal borykają się z uciążliwym dla środowiska następstwem próby produkcji biokomponentów do paliw. Pomysł znakomity, przedsięwzięcia nie udało się doprowadzić do w pełni funkcjonującego, samodzielnego i samofinansującego się zakładu produkcyjnego. Szkoda. Lecz sposób likwidacji całego dużego zakładu produkcyjnego jest skandaliczny. Pozostały po tej żałosnej działalności syndyka ścieki, których usunięcie będzie kosztowne. Od których to kosztów pan syndyk się uchyla. Sprawę do rangi wyłącznie papierkowej wydaje się sprowadzać burmistrz, ignorując termin utylizacji składowiska. Jako komentarz do działań zarówno syndyka, jak i burmistrza przytoczę cytat, może przydługi, z książki „Państwo i prawo” prof. Feliksa Konecznego. Wydaje mi się dość dobrze pasować do sytuacji:

„Biurokracja żyje i żywi się fikcjami. Na swych stołkach urzędowych jest jak głuszec po gałęziach, i podobnież „jako głuszec, gdy tokuje nic nie widzi, nic nie czuje”; traci wprost zdatność dostrzegania rzeczywistości. Urzędnik pochodzi z wydziału prawniczego, z tego wydziału prawdziwie fikcyjnego; na uniwersytet nie uczęszczał, egzaminy pozdawał ze skryptów, a potem poprzestawać musi na bezlitosnej fikcji życia, jaką jest żywot urzędnika. Załatwia sprawy, jakich nigdy nie obserwował w życiu; nie znając się na niczym, rozstrzyga o wszystkim. Zamkną go w kancelarii i każą mu rządzić.”

Źródło: Państwo i Prawo, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, s. 89

Sprawa malarni na stronie lwowecki.info