Historia jednej petycji

Na X Sesji Rady Miasta byliśmy świadkami pewnego przełomu. Oto po raz pierwszy Rada miała do czynienia z dużym protestem mieszkańców, który dotyczył zasadności istnienia mirskiej Straży Miejskiej. I po raz pierwszy z Sesji nie ma nagrania.

Petycja
Petycja w sprawie rozwiązania Straży Miejskiej

Petycja związana jest z osobą Pana Krzysztofa, który praktycznie sam zdołał dotrzeć do z górą tysiąca mieszkańców naszej gminy. Rozmawiałem z nim, prosząc o wspomnienia i relacje związane ze zbieraniem podpisów z poparciem dla petycji. Mówił o wielu trudnościach. O obawach mieszkańców przy składaniu poparcia. Podpisy były zbierane od czerwca. Pierwsza wersja listy poparcia liczyła ponad tysiąc osób, lecz burmistrz w rozmowie z Panem Krzysztofem nie uznał jej za wiarygodną, gdyż nie były na niej podane numery PESEL. Niezrażony Pan Krzysztof zebrał podpisy ponownie, tym razem 671, i przedstawił je 27 lipca (zebrano je w niecałe dwa miesiące !) Radzie Miasta wraz z uzasadniającym pismem.

Na X Sesji Rada zajęła się tą petycją. Pan Krzysztof przedstawił w prostych słowach zasadność petycji. Poruszył koszty utrzymania Straży, brak działań i interwencji strażników na osoby spożywające w miejscach publicznych alkohol i żebrzące, brak patroli. Zaproponował przeprowadzenie konsultacji społecznych, dotyczących odwołania Straży i, w razie rozwiązania Straży, opłacenie z zaoszczędzonych środków dodatkowych funkcjonariuszy Policji.

Następnie głos zabrał funkcjonariusz Straży Miejskiej, inspektor Tadeusz Piotrowski, który wyczytał z przygotowanej kartki długie sprawozdanie wszystkich osiągnięć, reakcji, interwencji, wzorowej współpracy z rozmaitymi służbami i organizacjami. Informacji o nieprzeprowadzonych interwencjach pomimo zgłoszenia, nie było.

Kolejną laurkę wystawił Komendant Komisariatu Policji z Gryfowa Śl., st. aspirant Wojciech Czafurski. Jego zdaniem współpraca Straży z Policją jest podobna, jak w innych miastach powiatu oraz bardzo często odbywane są wspólne patrole. Tym razem bez szczegółowych danych.

Nie omieszkał laurki wystawić również burmistrz Andrzej Jasiński. Przedstawił stan mirskiej policji, w sile 5 osób, i stwierdził, że Policja, nawet powiększona, nie przejmie obowiązków i zadań Straży Miejskiej.

W dyskusji nad wnioskiem radni skoncentrowali się na żądaniu od wnioskodawcy, Pana Krzysztofa, danych o przedstawionych zarzutach. Było nieomal przesłuchanie przez kilkunastu prokuratorów pojedynczego człowieka. Jedynie radny Nowicki zasugerował, że petycję należy traktować jako sygnał, że sposób funkcjonowania Straży wymaga poprawy. Zaraz po dyskusji przewodnicząca poddała petycję pod głosowanie i 13 głosami przeciw, przy 2 wstrzymujących się  (radni Wasilewski i Nowicki) Rada petycję spuściła. 671 podpisów. Nie zajęło to nawet godziny.

Kilka moich przemyśleń i spostrzeżeń:

  • gdyby Pan Krzysztof miał potwierdzone i twarde dowody nieprawidłowości działania Straży Miejskiej, mógłby udać się nie do Rady, lecz do prokuratury
  • radni uczestniczący w sesji byli wybierani w głosowaniu przez od 58 do 122 wyborców, poza radnym Piotrem Cybulskim z 240 głosami poparcia  (wyniki wyborów samorządowych)
  • 671 podpisów to potężna siła, jak na gminę. Mieszkańcy nie uświadamiają sobie skali tej siły. Oto przykłady: do przeprowadzenia referendum za odwołaniem burmistrza wystarczą podpisy 10% uprawnionych do głosowania, czyli 713 (7129 uprawnionych w referendum) osoby. Niecałe 50 więcej, niż w niecałe 2 miesiące zebrał Pan Krzysztof. Aby takie referendum było ważne wystarczy, że do urn pójdzie około 2 tysięcy wyborców (2054, czyli 3/5 osób, które brały udział w wyborach na burmistrza, czyli zaledwie 2 osoby zabierze ze sobą do urny lub przekona do głosowania każdy z popierających).

Społeczeństwo wyczuwa, co w społeczności działa wadliwie. Czy można za sprawnie i skutecznie działającą uznać Straż Miejską? Nie wiem i nie czuję się na siłach, by próbować tę kwestię rozstrzygać. Z pewnością wielokrotnie Straż brała udział w przywracaniu porządku i ładu. Pozostają jednakże drobne sprawy, które widujemy od lat, a na które także od lat Straż nie reaguje. Przedstawiam przykłady na poniższych fotografiach.

Brak reakcji na codzienne widziane łamanie prawa nie sprzyja postrzeganiu służby jako sprawnie funkcjonującej. Sprzyja powstaniu przekonania, że jest jedno „prawo” dla nas, inne dla innych. Normą jest „urzędniczenie”, sprowadzenie wyłącznie do roboty papierkowej, coraz to nowych instytucji i stanowisk Przykłady:  np. ZGKiM – to przecież praktycznie urząd, Policja – również. Zarówno strażników jak i policjantów najłatwiej zastać w ich biurach – wszak konieczne są formalności i tzw. „procedury”. Nie neguję tego, że takowe istnieją.

Gdy jednak osoby, które widzą niszczycielski wpływ tych „procedur” na pracę podwładnych NIC nie robią, sami odpowiadają za bezsens działań swych podwładnych!

Szykuje się kolejna petycja, tym razem z Giebułtowa. Informacja o niej pod tym LINKIEM

Straż Miejska w Leśnej

W socjaliźmie biurokrata nie ryzykuje własnych pieniędzy. Wszystko należy do państwa, czyli do nikogo konkretnie. Za niewłaściwą decyzję biurokratę mogą skarcić, a mogą i mu wybaczyć, nie widząc błędu. Albo starając się nie zobaczyć. Najważniejsze to złożyć przełożonym sprawozdanie. Można błędną decyzję przedstawić jako słuszną czy nawet jedyną możliwą. Przełożeni przecież też odpowiadają za błędy podwładnych. Więc ci wyżej postawieni mają interes, żeby błędów tych maluczkich nie zauważać. A jak zauważą, będą kryć.

„Klęska” Wiktor Suworow str. 89, REBIS Poznań 2010

Wyglądało na to, że folwark się wzbogacił, co jednak w żadnej mierze nie dotyczyło zwierząt, oczywiście wyjąwszy świnie i psy. Być może działo się tak częściowo dlatego, że było tak dużo świń i tak dużo psów. Nikt nie mógł zarzucić im lenistwa; one także na swój sposób pracowały. Cały czas zajmowały się, jak to niestrudzenie wyjaśniał Squealer, nadzorem i organizacją pracy na folwarku. Znaczna część tych zajęć była tego rodzaju, że inne, głupsze zwierzęta nijak nie pojmowały, na czym to wszystko polega. Squealer powiedział im, że świnie dzień w dzień harują przy sporządzaniu takich tajemniczych rzeczy jak „rejestry”, „sprawozdania”, „protokoły” i „memoranda”. Były to spore arkusze papieru, które od góry do dołu należało pokryć pismem, a następnie wrzucić do ognia. Czynność ta miała zasadnicze znaczenie dla dobrobytu folwarku, zapewniał Squealer. Jednak ani świnie, ani psy nie wytwarzały żywności własną pracą; za to było ich wiele i zawsze dopisywał im apetyt.

„Folwark zwierzęcy” George Orwell