Gorąca granica

Militarna klęska Niemiec w I wojnie światowej doprowadziła do wrzenia i rozruchów wśród ludności, zwłaszcza na prowincji. Niektóre regiony myślały nawet o odłączeniu się od Rzeszy, np. Górny Śląsk oraz tereny tutejsze, które zamieszkałe były przez ludność pochodzenia serbo-łużyckiego.

Górny Śląsk chciał zjednoczyć się z Polską, podobnie jak to udało się Śląskowi Cieszyńskiemu (31 października – 1 listopada 1918 roku). Podobnie myśleli tutejsi mieszkańcy o zjednoczeniu się z Czechami. Władze niemieckie terrorem dławiły te ruchy narodowo – wyzwoleńcze.

W Mirsku upubliczniono referat na temat roli Niemiec w nowym pokojowym świecie. Na psychikę mieszkańców miało wpłynąć deprymujące budowanie systemu obronnego przed rzekomym najazdem Czechów.

Już 28 października czeski Komitet Narodowy proklamował utworzenie oddzielnego i niezawisłego państwa czeskiego. Dwa dni później deklarację w tym samym duchu ogłosili Słowacy. 14 listopada czechosłowackie Tymczasowe Zgromadzenie Narodowe ogłosiło Republikę, a pierwszym prezydentem został Masaryk (1918-1935).

Stosunek Masaryka do Polaków i Polski z biegiem czasu się zmienił. Twórca Czechosłowacji był przekonany, że odrodzona Rzeczpospolita jest anachronicznym przeżytkiem, ze będzie klasycznym państwem sezonowym, rozdzieranym przez konflikty narodowościowe i pozbawionym szansy na przetrwanie między Niemcami i Rosją.

28 grudnia 1918, w przededniu aneksji Zaolzia, Masaryk pisał do E. Beneša (następca Masaryka, od 1935 roku prezydent):

„Polakom nie szkodziłoby, gdyby oberwali po pysku, przeciwnie byłoby to z pożytkiem, ochłodziłoby to niebezpiecznych szowinistów”.

Chętnie uszczknąłby także nieco terenów od pokonanych Niemców.
Na nowych mapach Czechosłowacji granica północna przebiegała tak, że takie wioski jak: Duża Izera, Orłowice, Krobica, Łęczyna, Czerniawa, Unięcice, Pobiedna, Wola Sokołowska, Borowiny, Wolimierz, Stara i Nowa Skiba, Ulicko i Górska Droga miały leżeć na terenie Czech.
26 kwietnia 1919 roku „czeskie niebezpieczeństwo” poważnie już zaniepokoiło mieszkańców Mirska. Tego dnia nauczyciel i pisarz Bertran w sali „Pod Czarnym Orłem” wygłosił na ten temat odczyt, którego skutkiem było założenie w mieście specjalnej straży miejskiej lub raczej samoobrony. Rejencja i starostwo wyraziło na to zgodę.
Powstały 3 oddziały samoobrony, na ich czele stanął wytwórca wody sodowej Schmidt. Straż otrzymała od straży granicznej w Giebułtowie 40 karabinów i 1000 naboi.  Straż otrzymała też z Głogowa syrenę alarmową.

Ten „czeski strach” nie był do końca nieuzasadniony. Wydarzenia, które miały miejsce na w miastach Czech i Moraw mogły zaniepokoić. 4 marca 1919 roku czescy żołnierze krwawo stłumili demonstrancje Niemców żądających przyłączenia Kraju Sudeckiego do Rzeszy Niemieckiej. W wyniku otwarcia ognia do demonstrantów zginęło 54 Niemców, 84 zostało rannych.

Po II wojnie światowej nie osłabł czeski apetyt na powiększenie terytorium, stał się on wręcz wilczy. Chodziło zresztą nie tylko o korektę części obszarów przygranicznych  (dawna granica niemiecko-czechosłowacka) na korzyść Czechosłowacji. Pierwotne plany granic zakładały włączenie do Czechosłowacji szerokiego pasa Dolnego Śląska z Wałbrzychem i Jelenią Górą. Do Polski nie należały w tym planie także Legnica i Żagań (rzeką graniczną byłaby Odra także na odcinku powyżej ujścia Nysy Łużyckiej).

Korzystając z tego, że powojenne siły zbrojne Polski nie były przygotowane pod względem strukturalno-organizacyjnym, aby zabezpieczyć granice Polski, Czesi starali się stawiać Polaków przed faktami dokonanymi. Spór polsko-czechosłowacki o granice z lat 1945–1947 ma do pewnego stopnia uwarunkowanie historyczne. Śląsk od umowy trenczyńskiej w 1335 r. do pokoju wrocławsko-berlińskiego w 1742 r. wchodził w skład Korony Czeskiej. W procesie ustalania terytorium przyszłego państwa czeskiego pojawiły się żądania rewindykacji ziem należących do Czech przed 1742 r., a w odniesieniu do Łużyc nawet przed 1635 r., kiedy to Czechy utraciły na rzecz Saksonii Łużyce Górne.

Areną największego konfliktu granicznego stała się w czerwcu i lipcu 1945 roku Ziemia Kłodzka. Wiosną w Raciborskiem, Głubczyckiem, Nyskiem i Kłodzkiem doszło do licznych incydentów. W dniu 10 maja 1945 r. do Raciborza przybyły równocześnie polska obsada starostwa oraz zmotoryzowana i uzbrojona czeska grupa operacyjna. Okres niepewności trwał do 12 maja, kiedy to miejscowy radziecki komendant wojenny po otrzymaniu rozkazu przekazania Polakom miasta i prawobrzeżnej części powiatu zmusił Czechów do opuszczenia Raciborza.

Jednocześnie w Kłodzku powstały zalążki czechosłowackiej administracji. W Słonym, Zakrzu i Kudowie podjęli działalność czescy starostowie, tolerowani przez wojskowe władze radzieckie. W Nyskiem przygraniczny czeski starosta przystąpił do tworzenia z miejscowych Niemców podległej sobie milicji w Kałkowie, Jarnołtowie i Jasienicy Górnej, sygnalizując jednocześnie zamiar objęcia regionu przygranicznego z Otmuchowem włącznie. Poczynaniom tym kres położyła dopiero interwencja starosty nyskiego Wincentego Karugi u radzieckich władz wojskowych. O takim zajmowaniu przez Czechów przygranicznych gmin raportował również pełnomocnik do spraw przemysłu na powiat i miasto Nysę. Podobne informacje dochodziły także z powiatów kłodzkiego, bystrzyckiego i wałbrzyskiego.

W prasie z lipca 1945 r. pojawiła się informacja, że 2 czerwca 1945 r. do Kłodzka miały wjechać 2 ciężarówki z 60 czeskimi milicjantami, którzy mieli zwołać wiec pod hasłem przynależności Kłodzkiego do Czechosłowacji. 5 czerwca 1945 roku administracja polska zaczęła formalnie funkcjonować także w Bystrzycy Kłodzkiej. Kilka dni wcześniej, 26 maja, radziecki komendant wojenny oświadczył przybyłym tam Polakom, że nie ma żadnych rozkazów odnośnie do przekazania im miasta. Grupie podążającej do Wałbrzycha Rosjanie oświadczyli wręcz, że miasto to zostanie przekazane Czechosłowacji. W tym wypadku wątpliwości trwały jednak  krócej, bo już 28 maja przeszło ono pod polską administrację. Wiele incydentów miało charakter bezprawnych rekwizycji i normalnej grabieży.

W maju i pierwszych dniach czerwca 1945 r. okolice Raciborza bez przeszkód penetrowała czeska milicja, zabierając bydło i płody rolne, a także strzelając do polskich flag. W dniu 6 czerwca Polacy zatrzymali 10-osobową grupę czechosłowackich milicjantów, którzy rekwirując konie i krowy dotarli aż na teren Raciborza.

10 czerwca czeskie oddziały zmotoryzowane  (batalion piechoty, 2 plutony zmotoryzowane ze wsparciem plutonu czołgów) podeszły pod Racibórz, lecz wycofały się po dwóch dniach. Na Ziemię Kłodzką nie zdążyła jeszcze dotrzeć polska władza, podobnie jak wojsko (stało się to dopiero 10 czerwca). Była to wówczas „ziemia niczyja”, co wykorzystywał stacjonujący w Broumovie pociąg pancerny „Moskva”, dokonując rabunkowych wypadów do Ścinawki Średniej w celu zagarnięcia węgla.
Czechosłowakom zależało, pod pretekstem wyrównania granicy, na zajęciu Ziemi Kłodzkiej – między innymi w tym celu przetrzymywano w Broumovie ów pociąg.
Zapisy z broumovskiej księgi stacyjnej podają:

„Zawiadowca broumowskiej stacji pozostawał w ciągłym kontakcie z wojskowymi komendantami pobliskich miast: Broumova i Náchodu. Pod pretekstem wyrównania przebiegu granicy na swym odcinku żądał zajęcia Ziemi Kłodzkiej (…) Co więcej, radziecki komendant Kłodzka wzywał dowódcę stacjonującego w Broumově czechosłowackiego pociągu pancernego „Moskva” do zajęcia przez wojsko okolic Kłodzka. Na żądania zawiadowcy władze wojskowe zawsze odpowiadały, że obszar ten nie może być zajęty bez rozkazu, każdorazowo jednak zapewniając go, że Ziemia Kłodzka wkrótce zostanie w całości przyłączona do Czechosłowacji.”

Czesi się nie poddawali – pod koniec maja wysłali noty dyplomatyczne do Waszyngtonu, Paryża, Londynu, Moskwy i Warszawy, zapowiadając że ich wojsko siłą zajmie Kłodzko.
Polskie władze zdecydowały, że żarty się skończyły: Bolesław Bierut skierował wojska na granicę, a Michał Rola-Żymierski wręczył posłowi czechosłowackiemu notę z żądaniem wycofania wojsk. 17 czerwca polskie oddziały przystąpiły do rewindykacji Kłodzka, a jednostkom w rejonie Cieszyna wydano rozkaz do ataku na Zaolzie.

Marszałek Rola-Żymierski w Cieszynie
Marszałek Rola-Żymierski w Cieszynie

Dopiero wtedy (18 czerwca) w sprawę stanowczo wmieszał się Stalin, naciskami i groźbami zażegnując ryzyko konfliktu zbrojnego. Tego dnia marszałek Rola-Żymierski odwołał operację, nakazując jednostką przejść do ochrony granic.

Na ślad tej sytuacji natknąłem się we wspomnieniach Borisa Gorbaczewskiego „Przez wojenną zawieruchę”, który stacjonował z 331 Dywizją Strzelecką w tym czasie w Mirsku:

„…pewnego wieczoru w ciągu półgodziny dywizję postawił na nogi ustny rozkaz: spać w mundurach, nie ma żadnych przepustek, mamy być w pogotowiu. Działa zostały wytoczone, czołgi zatankowane, każdy T-34 dostał po 50 pocisków. W stanie gotowości bojowej dywizja była przez 72 godziny. Potem alarm odwołano. Do tej pory nie wiem, co się stało”.

Pod naciskiem Stalina doszło 16-25 lutego 1946 r. do rokowań w Pradze. Na rokowania polscy rzeczoznawcy zaproponowali listę potencjalnych terenów do wymiany.
Naszych obecnych okolic dotyczyły następujące propozycje:

  • worek żytawski, słabo skomunikowany z resztą Polski, wraz z przyległym od północy obszarem miasta Zawidów, może być oddany w zamian za zachodnie stoki doliny Popradu dla zracjonalizowania gospodarki w tym rejonie,
  • przyłączenie do Polski wsi Dolny Odrzysz (niem. Nieder Ullersdorf), obecnie Dolní Boříkovice, w celu skrócenia granicy,
  • przyłączenie wsi Wünschendorf (obecnie Srbská), w celu skrócenia granicy,
  • południowe stoki Gór Izerskich jako słabo skomunikowane z powiatem jeleniogórskim, oddać Czechosłowacji w zamian za Jaworzynę,

Nie zdołano jednak ustalić żadnej wymiany i propozycje te pozostały na papierze. Nastąpiło jednakże wycofanie się czeskich wojsk za linię rzeki Opawy, lecz w maju 1946 strona czeska poszerzyła swoje żądania o port rzeczny w Koźlu, Głuchołazy oraz tereny wałbrzyskiego i jeleniogórskiego.
10 marca 1947 pod naciskiem Moskwy doszło do podpisania układu o przyjaźni między Polską a Czechosłowacją, jednak kwestie graniczne (ziemia kłodzka, Zaolzie) pozostały on nieuregulowane. Dopiero 13 czerwca 1958 rządy PRL i CSR podpisały porozumienie zamykające spory graniczne i zatwierdzające:

  • na Śląsku Cieszyńskim polsko-czeską granicę z roku 1920
  • na Spiszu i Orawie linię ustaloną w roku 1924
  • w pozostałej części linię graniczną sprzed roku 1938 z ziemią kłodzką po jej północnej stronie
  • korektę graniczną z Czechosłowacją z 1958 roku.

Dość zabawna, w moim mniemaniu, jest jedna z pozostałości decyzji o linii granicznej w naszej okolicy. Aby wytyczyć granicę, wykorzystano słupki graniczne, które nadal znajdowały się na swoich miejscach. Dotychczas były na nich wyryte CS i D (CzechoSłowacja i Niemcy). Polscy pogranicznicy dorobili do liter „D” pionowe kreski,
przeobrażając je w litery „P„. Skutek tego jest taki, że na tych słupkach znak określający Polskę jest dwukrotnie wyższy od czeskiego. Czytelnicy mogą się sami o tym przekonać, wybierając się na wycieczkę rowerową szlakiem dawnej kolei do Jindrichovic lub inną „transgraniczną”.

Całkiem ciepło bywało w tym czasie także na Śnieżce.

Śnieżka była jednym z punktów strategicznych na Dolnym Śląsku. W schronisku znajdowała się aparatura nasłuchowa i przekaźnikowa. Przez Śnieżkę realizowane było połączenie radioliniowe z oblężonym Wrocławiem (wojska radzieckie przecięły wszystkie znalezione połączenia kablowe na obrzeżach Wrocławia, choć oblężeni Niemcy nawet z nich nie korzystali, obawiając się podsłuchu), które pozwalało na bieżącą, nieprzerwaną komunikację z Berlinem. Szczyt był także niezwykle ważny dla obserwacji meteorologicznych, dlatego na szczycie istniało obserwatorium kierowane w maju 1945 roku przez kierownika Kurta Glassa.  Podobno infrastruktura turystyczna i naukowa była zaminowana i przygotowana do wysadzenia, lecz zapobiegł temu tenże kierownik Glass.
Dziś nie da się już chyba rozstrzygnąć jakiej narodowości żołnierze jako pierwsi zdobyli w maju Śnieżkę: Czechosłowacy, Polacy czy Rosjanie. W relacji czechosłowackiej 16 maja o 7 rano na Śnieżkę, którą opuściła wcześniej niemiecka załoga wojskowa, dotarli żołnierze dowodzeni przez sierżanta Frantiska Macha.

Polskie dokumenty z tego okresu podają, że 17 maja budynek obserwatorium został zajęty przez Czechosłowaków, którzy zawiesili czechosłowacką flagę. Po kilku dniach dotarł na szczyt porucznik Ladislav Jerie, który nakazał przesyłanie meldunków pogodowych do Pragi i umieszczenie napisów w języku czeskim. W czerwcu granica została obsadzona przez oddziały Wojska Polskiego, zdjęto czechosłowacką flagę i napisy, choć nadal wysyłano do Pragi meldunki meteorologiczne. 13 lipca na szczycie pojawiło się dwóch czechosłowackich oficerów, urzędnik Ministerstwa Komunikacji oraz trzech meteorologów. Zapewnili oni kierownika Glassa, że pozostanie na Śnieżce, nie spodobał się za to Paweł Poloczek. Zareagował na to natychmiast pełnomocnik Wojciech Tabaka z Jeleniej Góry. Wykorzystano wojsko i Milicję Obywatelską do utworzenia stałego posterunku na szczycie. Odebrano również od personelu obserwatorium deklarację lojalności wobec Państwa Polskiego.
Ostatecznie 16 września odbyła się na szczycie oficjalna uroczystość objęcia obserwatorium meteorologicznego przez Polaków.

Teren Szklarskiej Poręby również nie był spokojny.

Z wspomnień por. Bogdana Gintera, dowódcy  3  batalionu, 33 pułku  7 Dywizji Piechoty, 2 Armii Wojska Polskiego (30 maja 1945 roku):

(…)…   Na ulicach miasta [Szklarska Poręba], pustka. Mijaliśmy boisko sportowe. Po przeciwnej stronie, wzdłuż brukowanej jezdni, znajdowały się doskonale utrzymane domy. W oknie jednego zamajaczyła sylwetka. Po chwili ktoś krzyknął radośnie : – Patrzcie! Polskie wojsko! Polacy! O Boże! Przy budynku hotelu, spotkaliśmy trzech żołnierzy radzieckich. Pełnili służbę przed mieszczącą się tam komendą. Nie ujawniali ochoty do rozmowy. Powoływali się na swojego dowódcę. Przy rozchodzących się w tym miejscu, w trzech różnych kierunkach, drogach, oderwały się kompanie: 7,  która udawała się do osiedla Tkacze, kompania moździerzy wyznaczona do zamknięcia przejścia granicznego, wiodącego do Pragi Czeskiej, oraz do pilnowania granicy w prawo, w łączności z sąsiadami z kompanią ppor. Tryka i w lewo z ppor. Orszulskim. Dziewiąta pomaszerowała w ślad za poprzednimi, by obsadzić punkt najwyżej położony w górach.  Reszta batalionu doszła do dużego budynku, który w kształcie litery „L”, stał na skraju Górnej Poręby. (…).   Po godz.17.00, usłyszałem w słuchawce głos zirytowanego ppor. Orszulskiego. Jego meldunek wprowadził zamęt: – melduję, że we wszystkich budach [schronisko], siedzą Czesi i nie pozwalają nam do nich wejść. Powołują się na jakieś międzynarodowe umowy i każą nam odejść „nazad do Hirschberga”  – ot cholera- mruczał niezadowolony kapitan Pałaguta. Twarz mu stężała. Sierżant próbował łączyć się ze sztabem pułku, łączność przestała dobrze funkcjonować. Domyślałem się jedynie głosu majora  Siginiewicza. Mówiłem wolno. Po drugiej stronie ktoś powtarzał – o co chodzi? O co chodzi? – I znów Orszulski: – co mam robić? .Chwila namysłu. – zapowiedz im, że otworzysz ogień. Daj termin do 19.00.  – Tak jest. Rozumiem. Orszulski zdawał się radować. A ja tymczasem, czułem strużkę potu na plecach. Przetarłem czoło. Minuty biegły w oszalałym tempie. Żadna inna myśl nie chciała się począć w mojej głowie. – Godzina dziewiętnasta!  Krzyczał rozradowany Orszulski. Grdyka Pałaguty podeszła poza krawędź kołnierzyka. Godzina dziewiętnasta… dudniło w słuchawce… – Ognia! Do cholery! – i dodałem, tylko strzelaj w górę! Pałaguta przysunął się bliżej telefonu. – No?! – Coś, jakby terkotał kaem. – O, przerwał ogień…
– A teraz –  nic. Nic  nie słyszę. Cicho..!  Wreszcie: – Czy dowódca batalionu? – Tak,  mów – wyskoczyli jak z procy. Nawet przeprosili. Pognali do siebie. Wszystko w porządku. –  w głosie Orszulskiego  drgała nutka nonszalancji.-  Już po wojnie!  Słyszysz,  Pałaguta?! Następnego dnia, przyjechał major Siginiewicz. Pałaguta  relacjonował  mu przebieg  incydentu. –  Ot, ryzykanty wy. Ryzykanty! Dowódca pułku uśmiechał się jednak życzliwie. – A mogli wy, trzecią wojnę wywołać…

zaloga_wop_orle-1946

Protokolarne przekazanie granicy powyżej Świeradowa-Zdroju nastąpiło 31 października 1945 roku. Wcześniej, bo 28 października granica ta została obsadzona przez oddział WOP pod dowództwem podporucznika Józefa Dzimira. Nie było tutaj potyczek z użyciem broni palnej, lecz granica nie była przez Czechosłowaków uznawana i przechodzili ją wędrując do Świeradowa-Zdroju lub na Stóg Izerski. Do Stogu Izerskiego zresztą rościli sobie pretensje i ukrócono to zakładając na tym szczycie posterunek WOP.

Dziwna sytuacja miała miejsce także prawie na naszym podwórku, na trasie kolejowej z Mirska do Jindrichovic. Napotkałem relację, według której tory na odcinku stacja kolejowa Meffersdorf – granica zostały rozebrane przez Czechosłowaków w okresie kształtowania się granic, zaraz po tym, gdy przetoczono przez tę granicę tabor zarekwirowany po śląskiej stronie. O innym powodzie rozebrania torów dowiedziałem się przypadkiem na odczycie poświęconym historii tych okolic. Według relacji miłośnika historii okolicy tory rozebrali Polacy, ponieważ znikały nocami wagony ze stacji i podejrzewano, że nasi południowi sąsiedzi traktorkiem sobie te wagony przeciągają. Na to odezwał się jeden z gości, Czech, że nie trzeba było, wystarczyło tylko popchnąć…

Kończąc przypomnę jeszcze o długu, który ma Republika Czeska wobec naszego kraju. W umowie z 1958 roku nastąpiły korekty granic (oddaliśmy m.in. osadę Tkacze) w wyniku których Czesi zyskali 1205,9 ha, my 837,46 ha. Różnica, w postaci 368 ha, nadal jest długiem Republiki Czeskiej. Od lat 90. działa Polsko-Czeska Komisja Graniczna, ale sprawy tej nadal nie załatwiono. Czesi próbowali spieniężyć dług, była nawet sugestia ze strony Czech, przesunięcia granicy na długim odcinku o 20 cm, by uzyskać tę powierzchnię. W planach jest przekazanie pewnych terenów w obrębie Bogatyni, zaproponowano także część kraju libereckiego, położoną na tzw. cyplu frydlandzkim, czyli nieopodal nas.

Informacja z 15 grudnia LINK

Z innej strony, trochę żal, że na Polskiej granicy zamiast godła naszego kraju i polskich barw, witają nas unijne gwiazdki. To już inaczej nie można?…