Strażnik czyli kto?

Od wielu dni mieszkańcy ulicy Zdrojowej starają się zwrócić uwagę na rodzaj warsztatu samochodowego, który rozciąga się na odcinku 300 metrów pomiędzy krzyżówkami z Podchorążych i dojściem do placu Targowego. Na chodnikach i placykach remontowane są i pozostawiane stare, cieknące olejami i innymi cieczami, samochody. Już choćby na to winny interweniować służby odpowiedzialne za porządek. Reakcji jednak brak. Nasz dzielny strażnik miejski stara się ze wszystkich sił nie widzieć problemu.

Sprawę działań tej urzędniczej formacji, służącej do pisania papierków i wożenia urzędników, opisywałem już przy okazji petycji za rozwiązaniem tejże. Wiele mówiono podczas tej sesji rady o skuteczności działania, liczbie interwencji, wielkiej przydatności…

Od tamtego czasu nie zmieniło się nic. Nadal nie ma reakcji na łamanie podstawowych przepisów ruchu drogowego przez parkujących pojazdy. Widać to na przykładach uwidocznionych na fotografiach. Parkowanie tuż przy wyjeździe, zastawianie chodnika, zalewanie olejem…

Zgłaszano problem dla tego naszego strażnika miejskiego. W mojej opinii działaniami, raczej ich brakiem,  udowodnił, że jest zwykłym urzędnikiem, niezdolnym do samodzielnego podejmowania decyzji.

Nieprawidłowo stojących samochodów nie można według niego usunąć, dopóki nie zdecyduje o tym zarządca drogi. Droga (ulica Zdrojowa) jest gminna, a więc zarządcą jest burmistrz. Tylko w takim razie po co strażnik? Za ponad 120 tysięcy rocznie?

Kiedyś, kilka lat temu, dostarczyłem do straży fotografie resztek od Fiata 126p wyrzuconych pod lasem w Przecznicy. Była tam też fotografia przedniej szyby z naklejką z numerem rejestracyjnym. Winnego nie odkryto.

Czytelnicy mogą zrobić sobie powtórkę z prawa wyszukując złamane przepisy. Może przyda się to dla zaktywizowania tej gminnej straży.

Jeśli ktoś potrzebuje lewarka, to jest pod tym czarnym samochodem zaraz przy wjeździe.