Krobickie zapiski z początków II wojny światowej

Jakiś czas temu otrzymałem stosik starych, pożółkłych papierów, listów i fotografii, znalezionych pod podłogą strychu. Staram się ratować te pozostałości przed zniszczeniem, zrozumieć ich treść, wyobrażać sobie ludzi, którzy je kiedyś pisali, czytali… Dla których był to fragment ich życia.

Z jednego listu uderzył mnie „oficerski” nagłówek (Oberleutnant), słowa „Kulturnation Polen” i forma, czyli druk na maszynie, nie do przecenienia przy próbie tłumaczenia w porównaniu z odręcznym, niemieckim pismem sprzed 80 lat. No i data – 7 październik 1939 roku – niecały tydzień po zakończeniu Kampanii Wrześniowej.

Kilka wyrwanych z kontekstu, zrozumianych zadań zaintrygowało mnie na tyle, że postanowiłem zapoznać z listem kilka osób znających język niemiecki i go przetłumaczyć w całości (Pani Ewo, jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc !). Zapoznałem z nim nawet kilku Niemców, zanim poznałem jego pełną treść. Dziwiłem się ich reakcji, niechęci do skomentowania tego tekstu. Treść brzmi następująco:

Krobica, 7 października 1939

Szanowny Panie Poruczniku

Wiele serdecznych podziękowań za Pana pocztówkę z pozdrowieniami z „pełnej kultury” Polski. Odwzajemniam Pana pozdrowienia także w imieniu mojej rodziny z najserdeczniejszymi życzeniami, aby zdrowy i radosny powrócił w nasze piękne szczyty Izer. Pogawędzimy sobie wtedy o wielkich, ważnych czasach, w których przyszło nam żyć.
Dzisiaj przed Reichstagiem przemawiał Fuhrer. Słowa były pewne i jasne. Miejmy nadzieję, że świat zrozumiał. Znamy przecież okropieństwa wojny, gdy maszyneria wojenna bezlitośnie, głośno rozbrzmiewa na cały kraj. Biedna Francja. Poprzednio była kwitnącą krainą, a teraz pobite, zniszczone wszystko, co stworzył człowiek i natura, tylko leje po pociskach. Sytuacja będzie teraz jeszcze straszniejsza. Nie można uwierzyć, że odpowiedzialni mężowie stanu chcą pozwolić ludziom ryzykować takim przelewem krwi. To, co nastąpi później, nie będzie miało  nic wspólnego z przekomarzaniem się w Saarbrücken. Wiem to dokładnie. Mamy nadzieję, że ta straszna rzecz zostanie oszczędzona ludziom. Serdecznie życzę Anglikom, aby Führer udzielił im takiej lekcji, by mogli słyszeć i widzieć. Ci ludzie nigdy nie poznali wojny we własnym kraju. Teraz powinni to poczuć na sobie. Muszą stracić chęć kontynuowania gry w „światowego policjanta”. Przywództwo tych narodów to arogancki, sprytny przeciwnik. Czerpią z wielowiekowej tradycji. Nawet kłamstwa piszą według znanych nam starych przepisów.
W 1918 Wilhelm II i militaryzm musiał upaść. Dziś, na tym świecie, z naszym Führerem i nazizmem jest to niemożliwe. Przynajmniej z naszego punktu widzenia. Tego walca już grano i my to dobrze pamiętamy.
Tutaj, we wsi, wszystko biegnie jeszcze po staremu. Wielu mężczyzn zostało powołanych, lecz nie wszyscy. Mamy jeszcze wiele rezerw i rąk do pracy.
Pan Schumann wrócił. Przez kilka tygodni był z lotnikami. Tu w zakładzie był ważniejszy, bo pracownik stacji benzynowej też może zrobić coś innego. Zakład funkcjonuje niezmiennie nadal.
Nasi ludzie, przynajmniej większość, stoją w okolicy Modlina.
W urzędzie trwa nieunikniona, zażarta „papierowa wojna”.
Brak oświetlenia, zaciemnienie. Dwa dni było bez zaciemnienia, lecz znowu wyłączono światło. Teraz musi być całkowite zaciemnienie. Wróciły kartki żywnościowe i talony. Tym razem wyszło znakomicie. Gromadzenie żywności jest prawie niemożliwe. Pewnego pięknego, niedzielnego ranka mieliśmy prezent. Nagle, tego samego dnia musieliśmy zrealizować karty. Od poniedziałku za marki nie można było wiele kupić, ale pomimo to jeszcze starcza. Z drobnych rzeczy w życiu można zrezygnować w interesie Narodu. Niektórzy mogą odczuwać trudności, są tacy, którym jest bardzo ciężko, ale trzeba to zaakceptować. Gdyby Niemcy wystarczająco długo przebywali w polskich regionach, z pewnością byłyby lepsze sposoby, aby temu zaradzić.

Muszę kończyć, jeszcze raz najserdeczniejsze koleżeńskie pozdrowienia.

Po lekturze nie dziwię się już takiej determinacji Niemców w czasie wojny. Byli oni przeświadczeni o swej wyższości i pewni sukcesu. Lanie krokodylich łez nad „biedną Francją”, pogróżki w stronę Anglii – znamy z historii sposoby prowadzenia wojny totalnej. Nazizm, jak widać, był filarem i religią tamtego społeczeństwa. Dla mnie jest to kolejna przesłanka ku temu, by stawiać znak równości pomiędzy ówczesnymi Niemcami, a powszechnym dziś określeniem „nazista”.

Podsumowując – najważniejsze, by dla każdego z nas los innego człowieka nie był przesłonięty przez żaden „-izm”, czy to będzie nacjonalizm, marksizm czy inny fundamentalizm. Zauważajmy człowieka w człowieku.

2 thoughts on “Krobickie zapiski z początków II wojny światowej”

  1. Zgadzam się z przedostatnim zdaniem. Każdy fundamentalizm: partyjny, kulturowy, światopoglądowy czy religijny ma duże szanse stać się źródłem cierpienia dla wielu ludzi. Historia i ta bardziej odległa i ta całkiem współczesna pełna jest takich przykładów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *