O człowieku, który się Ruskim postawił.

     Czasy tuż przed zakończeniem oraz bezpośrednio po II wojnie światowej są przełomowe dla Mirska. Większość obecnych mieszkańców wywodzi się bezpośrednio od osadników, którzy w latach czterdziestych XX wieku przybyli na te tereny. Tylko tych lat sięga historia naszych rodzin w Mirsku. Warto więc poznawać fakty związane z tym niespokojnym okresem, bardzo przypominającym sceny jak z filmu „Prawo i pięść” z Gustawem Holoubkiem. W filmie nie uwzględniono wpływu dzielnych radzieckich „wyzwolicieli”. Warto przeczytać, jak wspominał w swojej książce „Przez wojenną zawieruchę” Boris Gorbaczewski okres swego pobytu w Mirsku. Stara się on maskować przeprowadzony u nas masowy rabunek wszystkiego, co tylko można było wywieźć. Do pewnego stopnia uratowało przemysł mirski wysadzenie w powietrze przez grupę SS-manów mostu kolejowego, dzięki czemu coś jednak zostało, rabunek nie mógł być tak masowy. Wbrew temu, co sugeruje Gorbaczewski przyjazd polskich przedstawicieli nie powstrzymał rabunku radzieckich okupantów. Historię jednego z epizodów tego okresu chcę przedstawić Czytelnikom.

Fotografia Kazimierza Słomińskiego z Legitymacji Oficerskiej

     Kazimierz Słomiński był oficerem Wojska Polskiego. Przez wojnę ukrywał się w Warszawie, w Żyrardowie na ulicy Wybickiego. Tu poznał Danutę Szałańską, z którą planował osiedlić się na Ziemiach Odzyskanych.

     15 maja 1945 r. otrzymał powołanie do wojska, 17 maja stawił się w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Częstochowie. 5 czerwca otrzymał stopień podporucznika, a 8 został dowódcą plutonu fizylierów (piechota uzbrojona w broń maszynową) w 27 Pułku Piechoty 10 Dywizji Piechoty.

Kazimierz Słomiński (pośrodku) w Polanicy-Zdrój w czerwcu 1945 roku

     10 Dywizja Piechoty, w skład której wchodził 27 Pułk Piechoty, po zakończeniu działań wojennych, miedzy 14 a 17 maja 1945 r. została przegrupowana na Dolny Śląsk nad granicę ówczesnej Czechosłowacji, do ochrony granicy południowo-zachodniej w rejonie Jeleniej Góry i Kłodzka. Więcej o ustalaniu granic z naszymi południowymi sąsiadami w artykule Gorąca granica. Żołnierze tej dywizji brali udział w akcji osiedleńczej w okolicach Lwówka Śląskiego i Wlenia.
W czerwcu 1945 roku Kazimierz Słomiński przebywał w Bad Altheide (Polanica-Zdrój). W ramach służby wyjeżdżał do Waldendburg (Wałbrzych), Hirschberg (Jelenia Góra), Loewenberg (Lwówek Śląski). W sierpniu 1945 roku został Komendantem Rejonu Wojskowego dla swojego pułku.

     Wojska radzieckie wkroczyły do Mirska 9 maja 1945 r. (od końca kwietnia w okolicy działały już oddziały zwiadowcze, które dokonały ataku na niewielki konwój w Karłowcu). Początkową władzą na tym terenie była radziecka komendantura wojenna. Mieściła się przy ul. Dworcowej 8, na Hindenburgstrasse (Ofiar Oświęcimskich) oraz w obecnych pomieszczeniach MGOPS (dawniej sąd). Bronisław Adamczyk,  przybył do Mirska na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. wraz z grupą osadników wojskowych.Przypadła mu w udziale, jako wojskowemu oddelegowanemu przez komendę wojskową, praca w komisji inwentaryzacyjnej, spisującej zakłady przemysłowe, rzemieślnicze i usługowe. Zadaniem ich było też zasiedlenie na podstawie wykazu gospodarstw rolnych, który otrzymali z Zarządu Miejskiego.

     Nie były to zadania łatwe. Grabieże nie były tylko udziałem szabrowników. Na skalę przemysłową dokonywali ich Rosjanie, także po przekazaniu władzy w ręce polskie. Według relacji B. Gorbaczewskiego on sam, jak i reszta Rosjan opuścili Mirsk 18 sierpnia. Jest to prawdopodobne, choć w swych opisach tenże politruk wielokrotnie mijał się z prawdą. Jeszcze na kilka dni przed wyjazdem zdołali doprowadzić do śmierci polskiego oficera. O tym w swych wspomnieniach nie pisze ani słowa.

Radziecki komendant Mirska, nazwisko nieznane

Zdarzenie wspominał Bronisław Adamczyk. Do polskiej Komendantury w biały dzień przybiegł Gustav Joppe, mistrz ślusarski, właściciel największego w Mirsku (właściwie w Skarbkowie, bo za rzeką) zakładu ślusarskiego wyspecjalizowanego w naprawie maszyn rolniczych (w tamtych czasach nie do przecenienia był potencjał takiego zakładu, gdy wiele maszyn trzeba było uruchomić lub naprawić, ponieważ obsługiwali sprzęt nieprzyzwyczajeni do niego repatrianci). „Russische soldat cap-carap” wykrzyczane przez Niemca zostało poprawnie zrozumiane przez ppor. Słomińskiego. Bronisław Adamczyk pojechał na miejsce rowerem, reszta żołnierzy z naładowaną bronią pobiegła do zakładu ślusarskiego. Rosjanie byli w trakcie ładowania wyposażenia zakładu na ciężarówkę i dopiero pod groźbą użycia broni i odebrania im ciężarówki odgrażając się, ustąpili.

  „Naszymi pracami kierował ppor. Janusz Słomiński, który zginął jednak w wypadku samochodowym” (pomyłka Pana Adamczyka, Kazimierz – F.C.).

     Wraz z red. B. Nowickim rozmawialiśmy o tym wypadku z Panem Bronisławem. Z relacji wynikało, że zdarzenie miało miejsce na obecnej Al. Wojska Polskiego, przy wylocie uliczki z Placu Targowego na mostek przez Kwisę. Kazimierz Słomiński jechał wraz z ppor. Janem Domalewskim motocyklem od strony Świeradowa Zdroju. Tam dowódcy uzgadniali podział terenów pomiędzy stacjonujący w Świeradowie Zdroju 33 pułk (działalność III Batalionu 33 Pułku 7 Dywizji Piechoty od maja 1945 roku do 1946 roku opisał jego dowódca, kpt. Bogdan Ginter, pierwszy komendant Szklarskiej Poręby, odpowiedzialny za obsadzenie granicy W Karkonoszach i Górach Izerskich, do Świeradowa-Zdroju włącznie, w książce „Znad Nysy do Karkonoskiej Grani”), a Komendą Osadnictwa Wojskowego w Mirsku. Według Wikipedii sztab 33 Pułku Piechoty wraz z II Batalionem tego Pułku, stacjonował w Mirsku. Dopiero z końcem października 1945 roku przekazano granicę oddziałom WOP.

     Samochód prowadzony przez radzieckiego żołnierza ściął zakręt, wjechał na przeciwległy pas i doszło do czołowego zdarzenia. Nieprzytomnego Kazimierza zawieziono do mirskiego szpitala. Niemiecki lekarz, doktor Jakob chciał przeprowadzić operację głowy nieprzytomnego Słomińskiego. Niestety, nie wyraził zgody na nią polski oficer polityczny, zapewne z 33 Pułku. Oczekiwano na przybycie polskiego lekarza. Pani Gertruda Adamczyk wspominała tamto wydarzenie. Doktor Jacob był znakomitym lekarzem, osobą o wielkiej kulturze. Na odmowę pozwolenia przeprowadzenie operacji odrzekł: „Nie jestem Niemcem, jestem lekarzem”. Zanim rankiem dotarł chirurg z Jeleniej Góry, było już o wiele za późno na ratunek.

     Według przekazów rodzinnych, wypadek celowo spowodowali radzieccy żołnierze możliwe, że z zemsty za niedawno udaremniony rabunek. W relacji przekazanej przez ppor. Domalewskiego siostrze zmarłego, radziecka ciężarówka jechała za polskim motocyklem uderzając od tyłu i spychając z drogi. Po wypadku nie zatrzymując się odjechali, a ppor. Domalewski usłyszał z szoferki: „Adna swołocz miensze, adna bolsze, wsio rawno”. Personaliów bezpośredniego sprawcy nie znamy.

Polskie tłumaczenie Aktu Zgonu ppor. Słomińskiego

     Podporucznik Kazimierz Słomiński zmarł w piątek 10 sierpnia 1945 r o godz. 20:55 w Mirsku (wtedy jeszcze obowiązywała nazwa Spokojna Góra) w szpitalu miejskim.

     Powodem śmierci był ciężki uraz ciała odniesiony w wypadku motocyklowym. Fakty powyższe ujęte są w odpisie aktu zgonu Nr 131, sporządzonym zarówno w języku niemieckim jak i polskim. Uliczka wychodząca z placu na miejsce wypadku nosiła krótki czas nazwę Kazimierza Słomińskiego.

     Uroczystości pogrzebowe trwały w Mirsku (wtedy Spokojna Góra) od 10 do 14 sierpnia 1945 r. (wg opisów zdjęć pogrzebowych). Trumna wystawiona była kościele parafialnym w Mirsku. W asyście wojskowej z kościoła wyprowadził ją proboszcz niemiecki mirskiej parafii ks. Leon Faustamann.

Grób rodziny Słomińskich

Śp Kazimierz spoczął na cmentarzu w Mirsku, lecz niedługo potem, prawdopodobnie jeszcze w 1945 roku, został przeniesiony na cmentarz św. Rocha w Częstochowie, gdzie spoczywa do dzisiaj.

     Słów kilka o narzeczonej (z niektórych dokumentów – żonie) ppor. Słomińskiego, Danucie Szałańskiej. Przyjaźniła się ona z wdową po kapitanie Stanisławie Betleju, Eleonorą Betlej, która w tym czasie mieszkała w miasteczku. Na jednym rowerze Danuta z Panią Betlej jeździły po Mirsku. Danuta, jako że była niższa i drobniejsza siedziała zazwyczaj na ramie, a pedałowała Betlejowa.

     Co się stało z zakładem ślusarskim, z narażeniem życia obronionym przed wywózką do ZSRR ? Po wysiedleniu Niemców został on przydzielony komuniście, Mikołajowi Marczykowi. Uruchomił on działalność, jednak trwała ona zaledwie 3 lata. Przypomniało sobie o nim UB, ponieważ jako świadek uczestniczył w niemieckich ekshumacjach w Katyniu. W październiku 1949 roku został zabrany wprost z zakładu, wraz z narzędziami.  Szerzej opisałem tę sprawę w artykule Katyń – mirski epizod.

Bardzo dziękuję za nieocenioną pomoc, bez której nie powstałby ten artykuł: Christofferowi Rus oraz Annie Dasiak-Gąsiorowskiej, zwłaszcza za możliwość dotknięcia i obejrzenia pamiątek po Śp. ppor. Słomińskim, także Szymonowi Wrzesińskiemu za materiały z prasy z lat 1945-49.

 

2 thoughts on “O człowieku, który się Ruskim postawił.”

  1. Bardzo ciekawy materiał. Ptrzeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Sadzę, że są jeszcze w Mirsku osoby, które mogą udostępnić wiele zdjęć i dokumentów o czasach osadnictwa wojskowego w Mirsku.

  2. Bardzo ciekawy materiał, przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Może ktoś ma jeszcze zdjęcia i dokumenty o innych osadnikach wojskowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *